Wszystko o jubilerstwie

Pełna wersja: Krzyż Virtuti Militari V klasy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Witam,

Jestem na forum pierwszy raz i chciałbym zasięgnąć opinie na temat "renowacji krzyża virtuti militari" który oddałem do jednej ze znanych warszawskich pracowni, i jestem zdruzgotany wynikiem prac. Krzyż miał swoje lata i nie był gładki, co widać po rewersie , tam została jego naturalna faktura. Problem tkwi w awersie, gdzie ramiona zostały pojechane czymś o mocnej gramaturze, bo po nałożeniu srebrzeń które z jednej strony usunąłem widać porysowania metalu. W dodatku emalia nie trzyma wszędzie jak należy, zatarły się wizerunki listków tworzących wieniec (było widać oddzielnie każdą część dwudzielnego listka). Emalia gdzie niegdzie poprzyczepiała się w różnych miejscach krzyża w postaci kropek łatwo. Złocenia również nie są wszędzie równo ułożone, widać czasem ich braki. Mam do was kolegów pytanie, czy waszym zdaniem również jest to spartaczona robota?
Wiele z tych krzyży wygląda jakby były tanimi podróbkami odlewanymi "na kartofel".
Można się jedynie przyczepić do emalii na listkach, która jest spieprzona. Użyto
prawdopodobnie emalii chemoutwardzalnej która ma tendencję do łączenia się
w krople. Należało użyć emalii uv, utwardzając najpierw listki zewnętrzne a dopiero
potem wewnętrzne. Zapobiegłoby to zlaniu się listków w jeden kleks.
Fajny kurczak na środku Język

Nie wiem gdzie byles ale przyznaj sie, ze szukales "gdzie taniej". A oto efekty!
To teraz was koledzy zaskoczę, szukałem najlepszego specjalisty jakiego mogłem tylko znaleźć, znalazłem Artystyczną Pracownię Jerzego Panasiuka na Nowym Świecie w Warszawie, facet zajmuje się orderami od lat 50, uchodzi za jednego z lepszych grawerów w Polsce, pracownie jego ojciec jeszcze przed wojną założył. Co do ceny to zapłaciłem mu podwójnie niż sobie życzył i to z góry (i to był chyba mój błąd) bo nie szczędzę kasy na takie rzeczy, powiedziałem też że cena nie gra roli, uświadomiłem że to pamiątka rodzinna, relikiwia, żeby się starał. Opowiadał że robił też miniaturki takich krzyży super precyzyjnie i nie mam czego się obawiać. Teraz nie wiem co mam robić, żałuje że nie zgłosiłem się muzeum WP w Warszawie, bo tam też mają na pewno jakieś pracownie konserwatorskie.
Wiem jedno trzeba tego wszystkiego się pozbyć złoceń, srebrzeń, emalii , wygładzić ramiona tak chamsko przejechane nie wiadomo czym i zrobić to jak należy od nowa. Tylko nie mam już pojęcia do kogo się zgłosić, facet uchodził za cenionego specjalistę, pierniczył że zrobi jak przed wojną. Boję się ten krzyż komukolwiek teraz oddać do roboty po tym co zobaczyłem jako efekt finalny. Jest to jedna z niewielu rzeczy na których mi zależy, i nie wiem teraz czy się śmiać, czy płakać.

ps: nie znacie jakiś pracowni konserwatorskich które podjęły by się takiego zadania?
Cactoos - przeciez to chyba wogle nie bylo szlifowane. Wszystkie wieksze powierzchnie maja rozne wgniecenia i glebsze rysy. Generalnie nie ma w tym filozofii - trzeba by usunąć emalie (chyba tylko wytłuc/wyskrobac), calosc wyszlifowac ewentualnie poprawic gdzies wzor jak potrzeba, emalia i galwanika.

A no i jeszcze to pięknie "ogniwo" ktore est krzywe, wytarte i niedomknięte Język

Nie nie zrobie tego poniewaz nie umiem emalii oraz nie bawie sie (jeszcze) w galwanike.

Polecic nikogo nie polece bo nie znam nikogo w stolicy. Ale moze ktos z forum cos podpowie lub sie podejmie
Ogniwo takie było , więc tego się nie czepiam. Ale na ramionach z napisami Virtuti Militari, było ewidentnie zbierane jakimś zdzierakiem, i dlatego po srebrzeniu są takie rysy (rewers też jest nierówny ale taki był zanim go oddałem, ale nie ma tego efektu rys jak na awersie, ciężko to uchwycić na zdjęciu). Jak już po jednej stronie chciał wygładzić to chociaż aby równa powierzchnia była, a tak jest lipa. Co do emalii to są to ponoć jakieś robione na gorąco. Pozostaje wyskrobanie tego tylko mechaniczne?
Takich rzeczy się nie restauruje!! Tą renowacją (nawet jeżeli by zakończyła się sukcesem) kolekcjonersko zrobiłeś z krzyża bezwartościowego śmiecia. Przed kastracją był pewnie pokryty oryginalną patyną itd. No nie wiem...może teraz przeszlifować papierkiem i pochromować? Będzie się ładnie świecił Uśmiech
Jak chcesz mieć "ładniutki" krzyżyk, to zapewne wielu na tym forum Ci zrobi taki od nowa.
Wiesz, równiutki bo z drukarki 3d, wypolerowany na lustro, pozłocony galwanicznie z emalią
UV i nawet w pudełeczku od Apartu. Cud, mniód i malina, że proszę siadać. Biggrin

Prawdziwy wygląda tak. Musi być "złachany" o ile nie nadał go Jaruzel albo Kłamczyński.

[Obrazek: img08_allegroimg_pl_photos_oryginal_47_9...92641092_2]
Może zacznijmy od tego w jakim stanie był krzyż, krzyż otrzymałem po uprzednich "zabiegach" , był wymoczony prawdopodobnie w kwasie który strawił większość starej emalii i część jej podbarwił, patyny nie było w ogóle tylko goła miedź. Stąd pomysł aby go jakoś ratować. Wiem co to patyna i że nie należy się jej pozbywać. Jeśli jej już i tak nie było to chciałem nadać mu kształt przynajmniej zbliżony do pierwotnego. Jest to tylko pamiątka, nie jestem handlarzem, i słono zapłaciłem za to co z tego wyszło.
Dobra może zacznijmy od tego że gdybym nie zdawał sobie sprawy że jest masakra, nie zakładałbym tego wątku.
Nigdy bym nie wpadł na pomysł jakiejkolwiek renowacji, gdyby nie pierwotny zły stan odznaczenia. Mam sporo pamiątek które nie były ruszane i nic z nimi nie robię. Zdawałem sobie sprawę że wyjdzie jak nowy ale nie cepelia, ale gdyby było wszystko zrobione jak należy to za 50 lat, wyglądał by jak sprzed zabiegów kwasowych. Nie dobijajcie mnie bo ja dobrze zdaje sobie sprawę że jest tragedia i nie zawracałbym wam głowy.
Stron: 1 2 3 4