Co zrobić żeby sprzedawać swoja bizuterię.
Co zrobić żeby sprzedawać swoja bizuterię.
Co zrobić żeby sprzedawać swoja bizuterię. Cz.1.
“Plan jest prosty:
Punkt 1. - Kradniemy skrapetki i gacie z pralek.
Punkt 2. - ?
Punkt 3. - Wielka forsa.
Gnomy Gaciowe, South Park”
Jestem już na tyle starym Borsukiem, że moge robić małe podsumowania. Przez ponad 20 lat robiłem filmy dokumentalne, animowane i fabularne, pracowałem z kilkudziesięcioma naprawdę porąbanymi reżyserami, wcześniej studiowałem rzeźbę. Byłem wydawcą, cieślą, kamieniarzem, ilustratorem i grafikiem komputerowym, robiłem też gry. Od kilku lat pomagam projektować i produkowac biżuterie w pracowni mojej żony. Nie lutuję, nie bo nie, ale opracowuje wszystkie etapy produkcji, robie narzędzia (czasem bardzo skomplikowane), i organizuje co się da.
Cała ta branża (złotniczo-jubilerska) jest obrośnięta uprzedzeniami i kompleksami niczym bezpański pies kleszczami. Ludzie się nie dzielą wiedzą. Uważają , że jak coś ktoś wie, lub umie, to konkurencja, tylko czyha na to, żeby wykraść mu drogocenną wiedzę, dzięki której będzie kiedyś bogaty. A to przeciaż tak nie działa. Na początku mnie to bawiło, potem drazniło, teraz… nie wiem, chyba się przyzwyczaiłem. To forum jest wyjątkowe. Dlatego i ja postanowiłem się czymś podzielić.
W ciągu kilku ostatnich lat poznałem kilkadziesiąt, może kilkaset osób robiących biżuterię. Różnych osób. Rzemieślników, artystów, dziewczyny które szukają swojego miejsca w życiu i idą na kurs, kowali, luzaków oraz właścicieli dużych firm. Ponieważ wcześniej robiłem filmy dokumentalne, a robienie filmów dokumentalnych polega na przyglądaniu się ludziom (bardzo dokładnym i uważnym przyglądaniu się ludziom) to starałem się im przyglądać. Chciałem nawet przez jakiś czas zrobic cykl filmów dokumentalnych o polskiej biżuterii ale porzuciłem ten pomysł, bo nie po to zostawiłem robienie fimów, żeby je znowu robić.
Znajomy który uczy biżuterii w szkole na Felińskiego w Warszawie, kiedy pytailśmy go czy nie ma jakichś zdolnych uczniów, których dałoby się zatrudnić, powiedział mi:
Zapomnij! Oni wszyscy jak tylko skończą szkołę, otwierają swoje firmy, pracownie czy co tam i liczą na wielką forsę. Praca u kogoś ich nie interesuje. Nawet żeby się czegoś nauczyć czy podpatrzeć. Drżyj konkurencjo!
Pomyślałem o tych kilku zaprzyjaźnionych dziewczynach po szkole “Antidotum”, które oczekiwały że świat je przyjmie z zachwytem jako wielkie projektantki, a teraz pracują w biurach a biżuterią zajmują się jak czas pozwoli.
Po co w ogóle robić biżuterię, skoro tyle jej jest zrobionej?
Każdy, kto samodzielnie coś tworzy jest twórcą. To słowo stało się w dzisiejszych czasach bardzo pojemne. Rysujemy coś na serwetce w kawiarni jesteśmy twórcami, siedzimy rok nad makietą Bitwy pod Grunwaldem - również twórcy, wymyślamy metodę obserwacji meteorytów - twórcy.
Osoby, które mają problem z określeniem własnej tożsamości - ci którzy zadają sobie wewnętrzne pytanie - “kim jestem”, mogą nieświadomie wpaść w pułąpkę “bycia twórcą”.
Polega to na tym, że ważniejsza jest manifestacja tego “kim jestem” - “jestem twórcą” a więc muszę tworzyć, od tego, czy naprawdę warto to robić.
W dzisiejszych czasach każdy może być twórcą, ba… kazdy może być artystą (o tym napiszę póżniej). Kiedyś Jerzy Maksymiuk (rozczochrany, uroczy dyrygent) na pewnym warszawskim podwórku w centrum (WIlcza 10), po kilku głębszych, na widok kolejnego znajomego kompozytora zawołał: “ku..a, nie moży byc tak, że na kazdej ulicy po 5 kompozytorów mieszka!!!”.
To prawda.
Jak jest za duża oferta to ludzie głupieją. Nie wiadomo, co wybierać i znakomite rzeczy nie przebijają się do świadomości ogółu. Trzeba konkurować z totalną kiepścizną bo “kazdy przeciez może być twórcą”. Tak naprawdę to nie każdy, chociaż każdy może próbować. Ostatnio wydaje się że jest więcej chętnych do tworzenia niż odbiorców tego tworzenia.
Gdyby Kabaret Starszych Panów miał dzisiaj stanąć w szranki telewizyjnych nocy kabaretowych to prawdopodobnie nikt by go nie zauważył.
Rozważmy takie sytuacje:
(06-02-2016, 08:15 PM)silverpaul Dużo czytania, i nie do końca wiem co chodzi Ci po głowie
(06-02-2016, 08:15 PM)silverpaul Dużo czytania, i nie do końca wiem co chodzi Ci po głowie

)ale jest tego jeden minus a mianowicie zaczeło to sie przeradzać w (robie to bo musze). 
Miła lektura . Konkrety.
W moim przypadku to jest hobby 
Które sie przerodziło w (a zrobił byś mi coś takieo) i tak jeden za drugim co bylo fajne ale na początku (i chyba tu pojechałem bo siedze w tym dopiero niecałe dwa lata).
Fajne było bo zaczeły wpadać jakieś sumy (i zainteresowanie pań i kolegów,rodziny moim nowym fachem ,osobą, też było miłe
)ale jest tego jeden minus a mianowicie zaczeło to sie przeradzać w (robie to bo musze).
Teraz myśle że czas podejść do tego z innej strony. Myśle tu właśnie o nie braniu i robieniu tego co chcą ludzie tylko wyjść do ludzi z własnymi pomysłami. Sprzedać swoje "ja"
Pewnie będzie trudniej ale zawsze moge se wmawiać że tylko hobby 
Dobranoc , rano 1 zmiana czeka.
Dużo napisane i ładnie i całkiem możliwe że wszystko daje się skalkulować. Ja zajmuje się usługami ale i tak się wypowiem, bo kiedyś miałem epizod z małą produkcją i sprzedażą. Zrezygnowałem z tego bo poczułem się przytłoczony... - pracownicy - zapewnienie wszystkiego, a i tak zostałem krwiopijcą. Dystrybucja i sklepy - ciągłe problemy z kasą. A najlepsze to wszelkie instytucje PIH, PIP, SANEPID, ZUS, URZĄD SKARBOWY, URZĄD PRACY... więcej nie pamiętam. Te wszystkie instytucje były przyklejone do każdego pierścionka, wisiały na kolczykach, rozpanoszyły się w mojej głowie !
Ja mam wymyślać biżuterię a nie przejmować się: czy harmonogram pracy jest, kto pierwszy pisze podanie o urlop itp...oczywiście można mieć kadrową - miałem - było jeszcze gorzej bo sprawy toczyły się bez mojej wiedzy w oczywiście złym kierunku. Powiedziałem NIE ! Teraz sobie dłubie dla znajomych i stałych klientów i mam spokój. Oczywiście po 35 latach pracy mam duże grono klientów, ale osobom startującym w zawodzie mogę przekazać żeby nie lekceważyli usług, bo biżuterię robi się dla ludzi a nie na półki i jeżeli już mamy takiego ludzia który coś chce to połowa tego całego mozołu odpada.
Nie widziałem tu podobnej "analizy", ale myślę jednak, że nasz rynek kieruje się trochę innymi prawami. Klienta raczej nie interesują kosztorysy, wewnętrzne cenniki, koszty, amortyzacje, i podobne składowe ceny ostatecznej. Takie wyliczenia mogą okazać się strzałem w kolano dla twórcy. Wydaje mi się (ale mogę się mylić), że wyznacznikiem atrakcyjności przedmiotu jest cena (niższa niż gdzie indziej)...oczywiście zdarzają się wyjątki. Na jakość wykonania mało kto zwraca uwagę i w obecnych czasach może nie być to atutem. Ale z ostatecznym werdyktem wstrzymam się do ostatniego odcinka, na który niecierpliwie oczekuję, bo całkiem fajnie się czyta. Robię to -...i tu wpisuję 3 opcje 
Ja jestem co prawda hobbystą amatorem ale od jakiegoś czasu grawerstwo przynosi mi też pieniądze. Kluczową sprawą było właśnie ustalenie ceny. Chyba z rok głowiłem się nad wyceną swoich prac i martwiłem się czy aby nie za dużo ( bo klientów nie będzię) lub czy nie za mało ( bo wyjdę na frajera).
Jestem człowiekiem z lasu i znam niejednego borsuka ale ten wyjątkowo dobrze prawi
Ja jestem co prawda hobbystą amatorem ale od jakiegoś czasu grawerstwo przynosi mi też pieniądze. Kluczową sprawą było właśnie ustalenie ceny. Chyba z rok głowiłem się nad wyceną swoich prac i martwiłem się czy aby nie za dużo ( bo klientów nie będzię) lub czy nie za mało ( bo wyjdę na frajera).
Rozwiązanie podsunął mi pewien stary ślusarz. Godzina jego pracy to 45 złotych, jak komuś jest za drogo, niech zrobi sobie sam. Pomyślałem, że grawer to taki ślusarz artysta, ustaliliśmy sobię stawkę na 50 zł za godzinę i mierzę czas wykonania. Z osobami którym jest to za drogo wogóle nie dyskutuję, nie to nie. Okazuje się, że z czasem mam coraz więcej klientów. Ostatnio myślę aby dać sobie podwyżkę, może 60 zł na godz. Co myślicie? 
Borsuk, podziwiam Cię, że chce Ci się tyle pisać, bardzo fajny i ciekawy wątek. Już czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że weny i chęci Ci nie zabraknie!
Orafo ja bym brał rabaty w naturze 
(06-03-2016, 05:54 PM)orafo Ocena od godzin ma prawo być, dosyć łatwo wyciszam próby rabatowe niektórych blondynek: iż moja stawka jest porównywalna z opłatą u fryzjerki (ale tak naprawdę wyliczana inaczej...)
Jak jeszcze miałem włosy, czyli jakieś pół roku temu, to "fryzjer męski" za strzyżenie brał 25zł za 15 minut
może więc jest to jakiś kierunek cenowy, w którym warto iść
(06-03-2016, 05:54 PM)orafo Ocena od godzin ma prawo być, dosyć łatwo wyciszam próby rabatowe niektórych blondynek: iż moja stawka jest porównywalna z opłatą u fryzjerki (ale tak naprawdę wyliczana inaczej...)
Jak jeszcze miałem włosy, czyli jakieś pół roku temu, to "fryzjer męski" za strzyżenie brał 25zł za 15 minut
może więc jest to jakiś kierunek cenowy, w którym warto iść